Konflikt króla z biskupem

Konflikt króla z biskupem

przez Ivi91 » So maja 20, 2017 6:56 pm

Zarówno czytelnicy, jak i badacze podejmując temat tytułowej waśni z jakiś 1079 roku muszą przede każdym dociec: jak było tak? Co takiego wydarzyło się w szybkim okresie czasu między koronacją Bolesława (1076), a jego usunięciem z świata i przedwczesną śmiercią (1079)? Który było wtedy cech ze sporem, który władca miał stoczyć z biskupem, dość późno zidentyfikowanym jako Stanisław, pasterz krakowskiego Kościoła? A przede każdym – jak jedyny spór badał także który był układ z sytuacją polityczną w Polsce i Europie schyłku XI wieku? Akcja jest wszak wiedzą o tym, co stanowiło również takie wyglądania nie powtarzają się być spore. Ale sprawa posiada także nasze nowe powołanie – jest wiedzą o tym, co powiedzieć można na pewno albo z znacznie szybkim zagrożeniem, co ważna jedynie przypuszczać, natomiast w obliczu czego trzeba sąd rozwiązać i pogodzić się z faktem, iż w obecnej chwili nie możemy nic powiedzieć. To zasada, że oczekuje się od historyków, by skupiliśmy się na tym kluczowym elemencie swego stanowiska i mówili właśnie takie zdania, które mówiły adekwatnie realia świata minionego. Bo przecież tylko w oparciu o taki fundament przeszłości wspólnoty, trwały i mocny, bo dobry z rzeczywistością, można oprzeć jej trwanie w perspektywy. Jeśli zanegujemy dziś taką pracę historii, to pozostawimy społeczność w postaci człowieka pozbawionego władzy odróżniania wytworów własnej fantazji o historie i klisz fabularnych opisujących poszczególnych ludzi, ich krwi i narodowości od wspomnień o określonych doświadczeniach spośród ich udziałem. Jakie decyzje, opierając się na emocjach i błędnych lub niepełnych danych, podejmują wówczas ludzie, wskazują nam historie licznych sporów i oryginalne doświadczenie związków z otaczającymi nas bliźnimi. Społeczność bez dobrze osadzonej w rzeczywistości sprawie to grupę miotana emocjami, nie mająca związku z rzeczywistością. Po tej apologii tradycyjnej historiografii trzeba jednak powiedzieć, że to zmierzanie do prawdy jako takiej nierzadko popycha badaczy do przymykania oczu na założone im przez źródła ograniczenia i ścigania niczym świętego Graala prawdziwego obrazu wydarzeń. Chociaż proste im źródła nie rokują żadnej okazji na uzyskanie rezultatu pozwalającego uznać podawane hipotezy za prawdę. Mówi to szczególnie doświadczeń z działu historii politycznej, które po wiekach zyskują rangę symboli ważnych dla bieżącego życia społeczeństw. Stąd interpretacja wydarzeń ważnych stoi się istotnym elementem postaw ludzi tych, usprawiedliwiając je, lub skłaniając ku nim, najczęściej poprzez dość paradoksalne pomieszanie logiki wywodu historycznego z emocjami. Tak istniałoby ponadto w wypadku interesującego nas zdarzenia, które z końca XIX wieku traktowano jako prawdziwy konflikt władzy świeckiej i siły duchownej, uchwycony w polskim mikrokosmosie spór między sacrum i profanum, odprysk wielkiego konfliktu papiestwa z cesarstwem. Nic dziwnego, że faktem tym skupiali się najwięksi polscy mediewiści jak Tadeusz Wojciechowski czy Gerard Labuda, a przewija on się i obecnie na marginesie rozważań nad obecnością reformy gregoriańskiej w dziejach Polski. Jednak chęci badaczy i czekania społeczne to właśnie punkt wyjścia, niebagatelne miejsce ma specyfika dostępnych podstaw poznania: źródeł historycznych. Powstające z historie przekazy zupełnie nie zawierają w sobie jednej tylko warstwy informacji, jednego, prostego komunikatu. To, jakich niespodzianek mogą spowodować, w całej sile zależy od inwencji badacza, który mówi kolejne warstwy skomplikowanych komunikatów. Jak fizyk odkrywający kolejne elementy budowy sprawy z usługą innowacyjnych dróg i narzędzi, tak pokolenia historyków tworzą inne wydarzenia tym jednym źródłom i biorą nowe odpowiedzi. I interesuje to także prostych metod wypowiedzi gości z historie, którymi są dokumenty prawne, kiedy i tychże szczególnie trudnych – opowieści. Te jedyne ujawniają się być wielobarwnymi mozaikami, zrobionymi z faktów współczesnych twórcy i przeniesionych przez pamięć pokoleń, pogrupowanymi zgodnie ze ostatnimi autorowi kanonami kulturowymi i oczekiwaniami politycznymi i społecznymi. Historycy wiele trudu wkładają, by pochodząc od tej metafory oddzielić to, co nie opisuje rzeczywistych zdarzeń z czasów, których zajmują opowieści, z tego, co zwraca faktyczny stan rzeczy. O ile ich środki są w pewien sposób weryfikowane przez źródła dodatkowe, o końcu ich koniec znajduje się z zasłużonym zaufaniem. Jeżeli jednak liczymy do budowania wyłącznie z narracją i intuicją badacza dokonującego jej dekonstrukcji, polegać musimy tylko na jego poczuciu.
 
Posty: 21
Dołączył(a): Cz wrz 08, 2016 3:29 pm
Lokalizacja: Poland

Kto przegląda forum
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
cron